Info

baton rowerowy bikestats.pl

 Moje rowery

Merida Road 880 13592 km
Merida 96 6686 km
Rockrider 5.2 custom - nie istnieje. 8730 km

 Znajomi

wszyscy znajomi(21)

 Archiwum

Wpisy archiwalne w kategorii

40-59km

Dystans całkowity:4781.63 km (w terenie 1254.13 km; 26.23%)
Czas w ruchu:217:44
Średnia prędkość:21.75 km/h
Maksymalna prędkość:64.00 km/h
Suma podjazdów:17867 m
Maks. tętno maksymalne:199 (100 %)
Maks. tętno średnie:190 (95 %)
Suma kalorii:113622 kcal
Liczba aktywności:96
Średnio na aktywność:49.81 km i 2h 17m
Więcej statystyk

Poland Bike Legionowo - 26.05.2013

Niedziela, 26 maja 2013 | dodano:28.05.2013 Kategoria 40-59km, Race Day
Km:56.00 Km teren:48.00 Czas:02:35km/h:21.68
Pr. maks.:54.50Temperatura:18.0 HRmax:191( 95%)HRavg177( 88%)
Kalorie: 2418kcalPodjazdy:235mRower:Merida 96
Niedziela, 9 rano - nikt normalny o tej godzinie nie wstaje. A jednak... dobrze, że w tym sezonie start Poland Bike przesunął się na 12:30 to przynajmniej trochę dłużej można pospać.
Przed maratonem wszystko przygotowane i zaplanowane, nawet wykonane wedle planu: paliwo zatankowane, camelbak pełny, żele w kieszeni, można jechać :)
Do Legionowa dojazd sprawny, miasteczko bardzo blisko stacji, na miejscu jestem chwilę po 11, do startu ponad godzina. Oglądam start dystansu Fan, sprawdzam swój sektor, jakieś 30 minut przed startem robię rozgrzewkę i jadę w sektor. Do sektora wjeżdżam 10 minut przed startem a sektor w połowie pełny - masakra, żeby stanąć z przodu musiałbym skończyć rozgrzewkę chyba 20 minut przed startem co kompletnie nie ma sensu. No ale nic, grzecznie czekam, start równo o czasie.
Trasa w tym roku nieco inna niż ta z zeszłego, znacznie mniej pierwszego asfaltu, więcej piachu, chyba nieco mniej singli. Asfaltu faktycznie mało, bo jakieś 2 kilometry i od razu wjazdu w teren, podczas rozgrzewki przejechałem początek, więc wiedziałem jak pojechać, żeby nieco wyprzedzić.

Trochę tam powyprzedzałem, ale po 20 minutach tempo okazało się dla mnie zbyt mocne, płuca przestały wyrabiać i musiałem konkretnie zwolnić, rozjazd na szczęście na 16 kilometrze, więc po jego przejechaniu już nie było odwrotu, i dobrze :)
Starałem się trzymać za innymi zawodnikami i nawet dobrze mi to szło, kilka razy ciągnąłem kilku zawodników, tylko oprócz problemu ze mną (który po krótkim odpoczynku się nie powtórzył) miałem problem z rowerem, łańcuch na kasecie koszmarnie mi przeskakiwał i na podjazdach pojawiały się problemy (raz łańcuch znalazł się między szprychami a kasetą...), było kilka miejsc, gdzie trzeba było prowadzić, po podprowadzeniu, wejściu na rower łańcuch znów przeskakuje. Najgorsze było to, że właśnie problem pojawił się, kiedy z kilkoma innymi zawodnikami przechodziliśmy przez przewrócone drzewo, po wejściu na rower już nie było szans na dogonienie, bo nie mogłem się rozpędzić, straszna lipa. Gdzieś tak po 30 km na koło siadł mi kolega z którym jechałem aż do końca,próbowałem kilak razy uciekać, ale jedynie na finiszu udało się kilkanaście sekund zyskać.
Na trasie oprócz oczywistych atrakcji dużym zaskoczeniem okazało się podziemne przejście na stacji kolejowej - nie ukrywam, że bardzo chciałem tam po prostu zostać, poczekać na pierwszy pociąg i jak najszybciej wrócić do domu, ale do mety było już niedaleko, więc jakoś dotoczyłem się do końca.

Po przejechaniu mety obżarłem bufet, posiedziałem i pokręciłem się trochę po miasteczku, później w tomboli zgarnąłem okulary i wróciłem do domu :)

Generalnie maraton całkiem ok, wynik nienajlepszy, ale ujdzie, punktów sektorowych dużo nie straciłem, z sektora nie spadłem, więc jest ok. Teraz trzeba się przygotowywać do kolejnego startu, bo za 2 tygodnie Wąchock w Świętokrzyskiem, więc może być technicznie :)

Poland Bike - Otwock - 12.05.2013

Niedziela, 12 maja 2013 | dodano:13.05.2013 Kategoria Race Day, 40-59km
Km:58.00 Km teren:50.00 Czas:02:51km/h:20.35
Pr. maks.:0.00Temperatura:16.0 HRmax:174( 87%)HRavg190( 95%)
Kalorie: 2600kcalPodjazdy:330mRower:Merida 96
No i kolejny start za mną... Tym razem nieco dalej niż poprzednio, ale wciąż relatywnie blisko, bo w Otwocku, czyli ok 35 min. jazdy pociągiem.
Ten miesiąc jak widać na słupkach po lewej minął dość spokojnie - to chyba głównie za sprawą znacznie zmniejszonej ilości czasu na treningi, praca, studia, niestety dość ciężko pogodzić to jeszcze z rowerem, no ale jakoś trzeba sobie radzić, do tego jeszcze rozpoczęty sezon wyścigowy, więc (akurat w ostatnim miesiącu) jakoś tych kilometrów nieco mniej wyszło, ale za to przybyły kilometry w terenie. :)

Nauczony poprzednim startem tym razem nogawki i wszystko inne spakowałem wieczorem przed startem, żeby rano szybko wyjść i nie szukać nogawek jak ostatnio - plan się udał, rano szybko się ogarnąłem i szybko na dworzec a że wszystko miałem dobrze zaplanowane to na pociąg poczekałem może 5 minut i pojechałem - "nowym" EN57-AKM :)
Na miejscu bez problemu dojechałem do miasteczka, oddałem rzeczy do biura, ogólnie się przygotowałem, zjadłem bułkę i na rozgrzewkę. 15 minut rozgrzewki, kilka mocniejszych akcentów i na start, do 5 sektora... 10 minut przed startem stoję w sektorze a i tak staję w połowie sektora. Generalnie plan jest taki, żeby możliwie szybko po starcie przebić się przez 5 i 4 sektor i jechać w jakiejś w miarę mocnej grupie. Chyba tylko jednego nie wziąłem pod uwagę w tym idealnym planie, mianowicie po starcie ludzie z 5 sektora zupełnie nie współpracowali, kompletny chaos, każdy jechał swoje, każdy oddzielnie, ja tylko skakałem między kołami kolejnych zawodników i nawet to wyprzedzanie jakoś szło, bo w 4. sektorze znalazłem się jakoś po 4 minutach. Jechałem i wyprzedzałem kolejnych zawodników, nawet dość spokojnie, bo tętno ustabilizowało się w okolicy 182 bpm, ale po 30 minutach zjedzona bułka dała o sobie znać (nie, nie w ten sposób... :>), jakoś tak na ok 10 minut dopadła mnie kolka, tętno oczywiście w dół, tempo oczywiście w dół, ale jakoś jechałem do przodu. Oprócz kolki sporym zaskoczeniem okazał się też szybki pierwszy bufet (na 15 km może), wziąłem izo, bo nawet to było częścią planu - tym razem w plecaku miałem sporo mniej wody niż poprzednio, byłem lekki, szybki i zwinny :)
Bez większych niespodzianek wyprzedzałem kolejnych zawodników, nawet błoto i piach mi nie przeszkadzały, jechało się na prawdę dobrze chociaż było kilka momentów, gdzie jechałem na granicy, ale obyło się bez zaliczenia gleby. Niestety kolejna niedogodność po ~1.5h wyścigu, tym razem plecy - masakra, dolna część pleców (korzonki?) koszmarnie bolała, mimo fulla, mimo nie największego ciśnienia w oponach bolały mnie cholerne plecy, pierwszy raz podczas wyścigu tyle razy miałem ochotę zejść z trasy, ale wyszedłem z założenia, że zmarnowałbym całkiem udany start a do mety i tak trzeba jakoś dojechać, więc cisnąłem dalej. W drugiej połowie wyścigu po tym jak 2 razy moje (NOWE!) buty nurkowały w kałuży widząc wielkie błoto, którego przejechać nie było szansy olałem wszystko, zlazłem z roweru i przez środek błota przebiegłem, zyskałem nawet trochę nad zawodnikami z tyłu. Na trasie było też kilka fajnych podjazdów i chyba sam siebie na niektórych zaskoczyłem, w sumie prowadziłem tylko raz, ale na mocno piaszczystym, więc czuję się usprawiedliwiony, swoją drogą 5 sektor = sporo blokowania na nawet względnie prostych podjazdach:

Większość trasy przejechałem samotnie, dojeżdżałem do jednej grupy, chwila odpoczynku i do przodu, do kolejnej grupy i o ile z przodu widać kogoś to jest motywacja i chęć gonienia, gorzej, jeżeli 200-300 m przede mną nikogo nie widać. Tak właśnie było jakieś 10 km przed metą (po kolejnej kolce i bólu pleców), dałem się dogonić 2 kolegom i usiadłem im na kole, kolejna grupa w oddali przed nami i to dość sporo, pewnie minuta straty. Chwilę odpocząłem, wkurzyłem się i wskoczyłem na przód, powiedziałem chłopakom, ze gonimy, no i goniliśmy... tętno ze 170 wskoczyło na ~186, jedziemy tak kilometr, drugi, trzeci, piąty, powoli się zbliżamy do przeciwników, ale mam wrażenie, że jednak nie damy rady ich dogonić, proszę o zmianę, ale słyszę, żebym ciągnął dalej, że koledzy już i tak nie zaatakują... no trudno, cisnę dalej. Na ostatnim kilometrze, już praktycznie na samym wjeździe na stadion jesteśmy kilka/kilkanaście metrów za grupką 3 osób, którą goniliśmy... jest nieźle. Szybki wjazd na stadion, 150 metrów do końca i już sam jestem na kole ostatniego kolegi z poprzedzającej grupy, myślę sobie, że jest dobrze, ale trzeba będzie mocno finiszować, bo pewnie nie dadzą łatwo się wyprzedzić, do tego nie najlepsza pozycja do wyprzedzania, bo po wewnętrznej się nie zmieszczę a przede mną z lewej jedzie jeden z zawodników:

Lekko zwalniam i wychodzę na zewnętrzną oczekując mocnej walki na finiszu i zonk... przyciskam na pedały, przejeżdżam linię mety, patrzę za siebie a koledzy za mną finiszują 3 sekundy później, szkoda, bo lubię tak bezpośrednią walkę :)



Po finiszu padam na ziemię, łapię oddech, zjadam makaron (fuj, paskudny się okazał tym razem), torchę ciastek i owoców, chwilę czekam na wyniki, zamieniam kilka słów ze znajomymi i wracam do domu - zimno, może padać, nie ma na co czekać :)

Trasa bardzo fajna, trochę mną wytrząchało, ale nawet błoto, i piach nie umniejszyły trasie, były podjazdy, trochę zjazdów, trzeba było skręcać, trasa jak na mazowsze genialna, można ją chyba porównać do ubiegłorocznego Płocka, nawet suma podjazdów wyszła jakaś podobna.

A wynik całkiem ok - 83% rating, rok temu taki rating miałem dopiero we wrześniu a tu jeszcze małe problemy na trasie, jest ok. Plan zakładał też awans przynajmniej do 3. sektora - szkoda, że nie założyłem ambitniejszego 2. sektora, bo zabrakło mi 1 punktu do awansu wyżej... 10 sekund, no ale trudno, za 2 tygodnie awansuję sobie :)
Wracając jeszcze do celów i planów - wyprzedanie wyszło dobrze - z 5. sektora szybszych było 5 zawodników, z 4. sektora aż 2 osoby i z 3 sektora wyprzedziłem ok 2/3, jestem zadowolony z wyniku i to chyba najważniejsze :)

24.04.2013

Środa, 24 kwietnia 2013 | dodano:05.05.2013 Kategoria 40-59km
Km:51.70 Km teren:0.00 Czas:01:57km/h:26.51
Pr. maks.:0.00Temperatura: HRmax:186( 93%)HRavg151( 75%)
Kalorie: 1428kcalPodjazdy:mRower:Merida Road 880

Poland Bike, NDM - 14.04.2013

Niedziela, 14 kwietnia 2013 | dodano:17.04.2013 Kategoria 40-59km, Race Day
Km:42.00 Km teren:25.00 Czas:02:10km/h:19.38
Pr. maks.:56.00Temperatura:9.0 HRmax:191( 95%)HRavg177( 88%)
Kalorie: 2006kcalPodjazdy:320mRower:Merida 96
No i rozpoczęcie sezonu "z głowy", co prawda dużo przeciwności - najpierw beznadziejna pogoda i przełożona impreza w Legionowie, później uszkodzenie amortyzatora i widmo konieczności zakupu nowego. Jakoś udało się ogarnąć i pojechać do Nowego Dworu na pierwszy start w tym sezonie.
Z powodu w/w warunków atmosferycznych trasa została skrócona kilka dni przed startem do 42 km, jako 2 pętle po (chyba) 16 km + dojazd i finisz, brzmi nieźle, ale jest mały haczyk... na pętli jest Wajsgórka, 2 pętle to 2 Wajsgórki... :)
Dojazd do miejsca zawodów bezproblemowy, chociaż do startu zostało raptem 35 minut a trzeba jeszcze opłacić. Po opłaceniu raptem 20 minut do startu a jeszcze rozgrzewka... no nic, robię te kilkanaście minut rozgrzewki smarując wcześniej nogi maścią rozgrzewającą (tak, było 9 stopni a miałem krótkie spodenki :P) i do sektora.
Start punktualnie o 12:30, ale nie ma morderczego tempa, powiedziałbym, że jest wyjątkowo spokojnie, pulsometr nie chce pokazać więcej niż 170, więc kompletny luz, aż dziwne.
Początek całkiem fajny - wśród murów twierdzy Modlin, jedzie się całkiem ok, trochę błota, trochę wystających z ziemi niespodzianek, ale może być.
Później tam gdzieś trochę asfaltu, więc też całkiem ok, gorzej było w terenie. Błota od cholery, chyba nieco za dużo powietrza w oponach i miotało mną na wszystkie strony. O ile na śliskim nigdy sobie dobrze nie radziłem o tyle teraz była kompletna kicha. Wspomniane błoto było też na Wajsgórce - kolce w butach gówno dały, metr podejścia i 2 metry w dół, nawet na pierwszym okrążeniu Grzegorz Wajs stał na podejściu i nas 'dopingował', ale jakoś tak bezskutecznie :)
W sumei to nie wiem co więcej napisać, trochę kiepsko wypadłem, bo dojechałem dość daleko z czasem 2:10 i spadłem do... 5 sektora. W takim razie idę trenować zamiast pisać :)

Jeszcze kilka fotek :P


Radzymin - 27.03.2013

Środa, 27 marca 2013 | dodano:27.03.2013 Kategoria 40-59km, Trening
Km:46.30 Km teren:0.00 Czas:01:46km/h:26.21
Pr. maks.:60.00Temperatura:4.0 HRmax:186( 93%)HRavg154( 77%)
Kalorie: 1341kcalPodjazdy: 70mRower:Merida Road 880

23.03.2013

Sobota, 23 marca 2013 | dodano:24.03.2013 Kategoria Trening, 40-59km
Km:54.40 Km teren:0.00 Czas:02:13km/h:24.54
Pr. maks.:0.00Temperatura:-4.0 HRmax:179( 89%)HRavg153( 76%)
Kalorie: 1673kcalPodjazdy:110mRower:Merida Road 880

Warszawa - 17.03.2013

Niedziela, 17 marca 2013 | dodano:24.03.2013 Kategoria Trening, 40-59km
Km:59.30 Km teren:0.00 Czas:02:28km/h:24.04
Pr. maks.:0.00Temperatura:0.0 HRmax:189( 94%)HRavg153( 76%)
Kalorie: 1849kcalPodjazdy:mRower:Merida Road 880

Skrzeszew - 03.03.2013

Niedziela, 3 marca 2013 | dodano:03.03.2013 Kategoria 40-59km, Trening
Km:94.20 Km teren:0.00 Czas:02:40km/h:35.33
Pr. maks.:0.00Temperatura:4.0 HRmax:187( 93%)HRavg159( 79%)
Kalorie: 2130kcalPodjazdy:200mRower:Merida Road 880

Warszawa - 02.03.2013

Sobota, 2 marca 2013 | dodano:02.03.2013 Kategoria 40-59km, Trening
Km:42.20 Km teren:0.00 Czas:01:46km/h:23.89
Pr. maks.:57.50Temperatura:4.0 HRmax:178( 89%)HRavg148( 74%)
Kalorie: 1265kcalPodjazdy:120mRower:Merida Road 880

Trenażer - 24.02.2013

Niedziela, 24 lutego 2013 | dodano:24.02.2013 Kategoria 40-59km, Trenażer
Km:54.08 Km teren:0.00 Czas:02:00km/h:27.04
Pr. maks.:0.00Temperatura: HRmax:164( 82%)HRavg142( 71%)
Kalorie: 1336kcalPodjazdy:mRower:Merida Road 880